W tym poście nie dowiecie się na czym polega futbol amerykański. Nie jestem dobra w tłumaczeniu sportów, szczególnie takich, których nadal nie rozumiem. Wiem jedno. Poszliśmy na mecz na jesieni i to był nasz pierwszy oraz ostani mecz na żywo. Choć nie ukrywam warto to przeżyć, żeby podjąć próbę zbliżenia się do amerykańskiej kultury.

Na pewno robi wrażenie wielkość stadionu, liczba fanów, koordynacja i znajomość przyśpiewek publiczności, gotowość z ubiorem pod kolor, zaangażowanie fanów, ich znajomość wszystkich dat rozgrywek, graczy i punktów. Byłam pewna podziwu dla wszystkich rozrywek podczas meczu, układów cheerleaderek, telebimów i organizacji przedsięwzięcia. Dobrze też wsunąć hot doga lub nachosy z topionym serem  podczas meczu, ale przedostanie się przez tłumy na widowni i czekanie w kolejkach może być nie lada wyzwaniem. Nie przekonała mnie jednak długość meczu, nawet do 3-4h, większość meczu jest nudna i nie ma takich emocji jak w piłce nożnej, ale to moje zdanie. Ponadto gra sportowców pod reklamy w telewizji też wydaje mi się nieprzekonująca.

Fajnym aspektem całej kultury tego sportu są imprezy organizowane przed meczem “tailgate party”. Polegają na zajęciu miejsca niedaleko stadionu w dzień meczu, rozbicie specjalnego namiotu w kolorach drużyny lub rozstawienie stołu z obrusem w tych kolorach, w naszym przypadku to kolor niebieski i pomarańczowy.  Ludzie zapraszają swoich znajomych, robią grille, przygotowują przekąski i potrawy, np. pulled pork (wolnopieczona, szarpana wieprzowina), piją piwo, grają w gry, oglądają telewizję  na przenośnych sprzętach czy z projektora, organizują gry i czasem nawet nie idą na mecz. Większość sobót jesienią spędza się w Gainesville właśnie w takim klimacie. Sezon kończy się imprezą Super Bowl, który najczęściej odbywa się pod koniec stycznia lub na początku lutego.

Dla zainteresowanych zasadami futbolu amerykańskiego, umieszczam dwa filmiki, które może rozwieją wątpliwości: