Gainesville, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam to miasto, w którym obecnie studiuję i mieszkamy. Zamieszkuje je 127 000 mieszkańców, z czego 70 000 to studenci i pracownicy uczelni University of Florida (9 największy uniwersytet w USA). Jest największym miastem w hrabstwie Alachua i w północno-centralnej Florydzie. Uważane za najlepsze miasto do zamieszkania w USA według MSA (2007) i do eksplorowania wg National Geographic Adventure.

Miasto ma wiele do zaoferowania w szczególności przyrodniczo i kulturowo. Bujna i tropikalna natura w sercu miasta, jeziorka z aligatorami, wiele szlaków przyrodniczych, prerie na obrzeżach miasta, na których pasą się dzikie konie, bizony, a kilkumetrowe aligatory wygrzewają się w słońcu, jak i bogactwo kulturowe (galerie, teatry, muzea) to aspekty, które na pewno stanowią atut tego miasta. Dużo historycznych pięknych domów z tradycyjnymi werandami stojące w cieniu wielkich dębów porośniętych hiszpańskim mchem i z drzewami pomarańczowymi w ogrodzie dodają dużo uroku miastu i okolicy. Klimat wilgotny subtropikalny zapewnia gorące i deszczowe lata, suche ciepłe zimy i pełno huraganów  jesienią.

Bardzo dużą część miasta zajmuje kampus, wybudowany w stylu neoklasycznym, aspirujący do wyglądu starych uczelni brytyjskich.  Dzięki całorocznej dobrej pogodzie,  studenci siedzą na kampusie nad jeziorkami, na trawie, uczą się na ławkach i leżą w hamakach. Jest to jednak dziwna przestrzeń, która należy do uniwersytetu i ogranicza gastronomię tylko do sieciówek i tworzą się gigantyczne korki, bo większość studentów jeździ na uczelnię samochodami i skuterami. Wiele budynków na kampusie stanowią parkingi. Patrząc na tak małe miasto, a jednocześnie tak zakorkowane, idea urbanistyczna takich odległości oraz organizacji transportu publicznego oraz nawyków Amerykanów przeraża.

W centrum, tak zwanym “downtown” jest  trochę niskiej zabudowy ceglanej miejskiej, ale owe centrum ogranicza się do kilku skrzyżowań. Jest sporo knajpek, restauracji z różnych zakątków świata i USA, wiele barów,kawiarnii, sklepów i kilka klubów. Nasz ulubiony bar to najstarszy bar w mieście “Lillian’s” z drewnianym kontuarem i sufitem oraz podświetlonymi kolorowymi szklanymi mozaikami. Co środę na Bo Didley Plaza odbywa się targ rolników, który jest jednym z naszych ulubionych wydarzeń (The Union Street Farmers Market). W Gainesville jest też kilka miejscowych browarów produkujących niezłe piwo. Poza kampusem jest mniej ciekawie pod względem urbanistycznym. Dużo jest okolic wyglądających jak podejrzane chatki prosto ze scen zbrodni z filmów z pick-upem lub przyczepą na podjeździe.

Zdecydowanym minusem tego miasta jest komunikacja miejska. Bardzo ciężko jest gdziekolwiek dojechać autobusem. Miejsca, do których samochodem można się dostać w 10-15 minut autobusem jedzie się często godzinę. Transport publiczny działa rzadko, jest nieprzewidywalny, czasem w ogóle nie dojeżdża, przestaje działać ok.20-21. Jedynym rozwiązaniem jest albo Uber, który jest stosunkowo tani albo Zipcar czyli wypożyczalnia samochodów działająca na podobnych zasadach jak Veturillo z system wypożyczania online na minuty/godziny. Staramy się jeździć najczęściej na rowerze, ale dystanse są czasem zbyt odległe, aby wszędzie dojechać. Na Florydzie bez samochodu żyć bardzo ciężko.

Z bezpieczeństwem też nie jest najlepiej. Po pierwsze, kierowcy nie patrzą w ogóle na rowerzystów ani pieszych. Skręcają na pełnym gazie na zielonych światłach pieszych , więc nie raz prawie nie wpadliśmy pod samochód patrząc się uważnie w prawo i w lewo na naszych zielonych światłach! Piszą w czasie jazdy sms-y, rozmawiają przez telefon, często prowadząc bez trzymanki, nie używają kierunkowskazów i nie pokazują wysokiej kultury jazdy. Po drugie, jest bardzo dużo napadów, zarówno na sklepy jak i na ludzi. Studenci UF mają specjalną aplikację, która informuje o niebezpiecznych sytuacjach w mieście i dość często dostajemy powiadomienia o napadach z bronią, gwałtach czy włamaniach w najbliższych okolicach, mimo, że mieszkamy na terenie kampusu, gdzie teoretycznie powinno być bezpiecznie.

Mimo, że w Gainesville dzieje się dość sporo jak na takie miasto (festiwale, wystawy, koncerty, muzea, bezpłatne wydarzenia kulturalne i uniwersyteckie), nie jest to zbyt inspirujące miasto. Brakuje nam prawdziwych europejskich sklepów i piekarni zamiast wszechobecnych supermarketów i sieciówek, dostępu do miasta wieczorową transportem publicznym bez strachu o powrót do domu i mniejszych odległości.